|
    Po długiej i burzliwej dyskusji czy wędrówka w ewentualnym deszczu ma w ogóle rację bytu zdecydowaliśmy się na trasę nr 6. Na szczęście nie padało. Ruszyliśmy. Przewodnik dziarskim krokiem prowadził nas w stronę znajdujących się przed nami zalesionych szczytów. Jednak już po kilkunastu minutach wspinaczki dobiegły do nas głosy zmęczonej reprezentacji męskiej usilnie domagającej się przerwy. Jednakże przewodnik nie dawał za wygraną. Po chwili jednak musieliśmy się zatrzymać, aby niedobitki mogły dogonić grupę. Zjedliśmy nasze wykwintne kanapeczki przygotowane rankiem w zaciszu namiotu i ruszyliśmy dalej. Przyjemny wietrzyk chłodził twarz, a wiejąc w plecy ułatwiał wędrówkę bo trasa, pomimo trzeciego stopnia trudności była chyba najdłuższą i najcięższą- prawdziwa „trasa skazańców”. Około godziny 14.00 dotarliśmy na najwyższy punkt trasy- Makowice- 987 m.n.p.m. Jaka piękna musiała być panorama okolicy... niestety, nie zobaczyliśmy jej, gdyż uniemożliwiały nam to wszechobecne drzewa... Pogoda dopisała. Nie padało, ale nie było też zbyt gorąco dzięki czemu zmęczenie, które dopadło wiele osób nie było aż tak dokuczliwe. Zielonym szlakiem szliśmy w stronę Starego Sącza- cały czas z góreczkiJ No i znowu, mimo lekkiej trasy, panowie zaczęli zostawać z tyłu. Jakoś za nic nie mogli dostosować się do tępa grupy. Dzięki temu reszta miała niezły ubaw, gdy odpoczywając widziała zdyszanych spóźnialskich jak biegną z językiem na brodzie i dopadają grupy, by cieszyć się kilkoma ostatnimi minutami odpoczynku. No i wreszcie ujrzeliśmy w oddali ołtarz papieski i połyskujące w słońcu namioty. Dołączyła do nas grupa z trasy 15. Jakaś dziewczyna z gitarą grała i śpiewała umilając wszystkim ostatnie już chwile wędrówki. Słoneczko wyszło zza chmur i przypiekając nas mocno, starało się jak mogło, żeby pokazać na co je stać. Mijaliśmy pola dojrzewającej pszenicy... Ci ludzie wokół, bijące od nich ciepło i szczęście... wszystko to stwarzało niepowtarzalną atmosferę. Ze śpiewem na ustach i uśmiechem na twarzach dotarliśmy na pole namiotoweJ |